sobota, 19 maja 2012

Chapter Two

~~***~~
Jessica
W momencie gdy rozstałam się z Juliette pognałam jak dzika przez kręte korytarze oraz diabelskiej ilości schody by w końcu dotrzeć do zaduszonego gabinetu ostatniego z profesorów. Gdy tylko drzwi się otworzyły owiał mnie nie przyjemny dym nikotynowy. Osoba, która tak nałogowo paliła to świństwo to Profesor Strunk. Profesor Strunk to jeden z najstarszych profesorów w tej szkole i jeden z najlepszych wykładowców fotografii.Jego lekko zachrypnięty głos zaprosił mnie do środka.Posłusznie weszłam lecz było to nie lada wyzwanie gdyż dym unoszący się w powietrzu stworzył mgłę , którą można było kroić.Mężczyzna nawet przez tą zasłonę rozpoznał mnie i nie pałał zbytnim entuzjazmem na mój widok.No tak nie ma co się dziwić nie jestem jego ulubioną uczennicą gdyż fotografia to nie moja działka i jak to profesor twierdzi ''Nie jesteś godna by trzymać aparat w ręku'' . Wzięłam sobie jego słowa do serca i nie ruszam aparatu, ponieważ moje zdjęcia to więcej niż porażki. Niestety jestem beztalenciem w tej dziedzinie więc to Juliette zajmuje się fotografowaniem.Chyba to zagęszczone powietrze przegrzało mi mózg, gdyż rozmawiam sama ze sobą w myślach wpatrując się w podstarzałego profesora.Westchnęłam bezgłośnie i zasiadłam wygodnie w wielkim fotelu naprzeciw biurka.Prace w teczkach grzecznie spoczywały na biurku i czekały na ocenę, a ja wyczekiwałam kazania ze strony P.Strunka i niestety nie musiałam długo czekać.Jego ręka sięgnęła mojej teczki a z jego ust wydobył się potok słów :

-Jessico..Twoja praca jak zwykle nie jest najwyższych lotów.Błędy literowe , błędne dane, oraz część tekstu zaczerpnięta bezczelnie z internetu z nadzieją, że się nie zorientuję.Lecz muszę przyznać, że zdjęcie zamieszczone poniżej jest co najmniej dobre. Gratuluję tak dobrego ujęcia, oraz proszę Cię oszczędź mi na przyszłość tak żałosnych błędów.
-Oczywiście panie profesorze, obiecuję poprawę.
-Doskonale , w takim razie powiedz mi jak wasz biznes się kręci ?
-Wie pan , panie profesorze raz jest lepiej raz gorzej , ale nie możemy narzekać. Takie było nasze marzenie więc nie możemy się poddać chociaż jest na prawdę ciężko.
-Może powinnyście rozejrzeć się za jakąś pomocą ?
-Też tak uważam , ale to dopiero gdy będziemy już po tym pokazie i będziemy miały trochę luźniejsze dni.
-Rozumiem.

W zasadzie nasza rozmowa dotyczyła głównie naszego życia osobistego. Nigdy bym się nie spodziewała, że ten mężczyzna pogrom uczniów , bezlitosny wykładowca , okaże się takim przyjemnym starszym panem.Jednakże po mimo miłej niespodzianki czas uciekał,a praca Juliette nadal była niesprawdzona.Napomknęłam kilka razy, lecz jak widać nie śpieszyło mu się zbytnio by ją sprawdzić.Po kilku dłuższych namowach teczka poszła w ruch , a praca została przejrzana.Na jego twarzy malował się zawód no tak nic dziwnego Juliette to jego ulubienica.Mimo wszystko zaliczył nam te żałosne prace i puścił mnie wolno. Pożegnałam się przyjaźnie i wybiegłam wręcz z gabinetu profesora.teraz zostało mi tylko jeszcze odwiedzić bibliotekę , oddać kilka zaległych książek i wrócę do pracy ,a później do domu, a następnego ranka obudzę się i wakacje od szkoły bynajmniej.Niestety gdy tylko przekroczyłam próg pomieszczenia , nasza ukochana bibliotekarka wciągnęła mnie w kolejną jakże głęboką rozmowę.Jak na złość gdy ja się śpieszę ludziom zbiera się na rozmowy od serca i wspomnienia , a nie wypada po prostu wyjść.Więc stałam tam i przytakiwałam i jednocześnie miałam chwilę by się jej dokładnie przyjrzeć.Jest dosyć młodą kobietą. Porcelanowa cera usypana piegami, ciemne oczy osadzone głęboko, wysoka, zabójczo szczupła, długie kasztanowe włosy jak zwykle ułożone w niedbałe fale , oraz idealnie dopasowany strój.Jest ubiór jak zwykle jest oryginalny i niepowtarzalny.Razem z Juliette zawsze podziwiałyśmy jej styl.I w tym momencie nad moją głową zapaliła się słynna lampka zwiastująca pomysł. Kobieta ma wyczucie stylu i jest młoda,a my potrzebujemy kogoś do naszych szeregów.Dużo nie myśląc przerwałam jej jakże interesującą opowieść na temat kolejnej książki z epoki renesansu.

-Panno Calder czy byłaby Pani zainteresowana współpracą ze mną i Juliette w świecie mody i fotografii? Oczywiście rozumiem, że to nie jest decyzja która można podjąć...
-Tak oczywiście ! To byłoby spełnienie marzeń !
-Widzę,że Pani już podjęła decyzję w takim razie zapraszam do naszego studia o piętnastej.
-Oczywiście. I proszę Cię mów do mnie Eleanor .
-W takim razie do zobaczenia Eleanor.

Jej decyzja była bardzo spontaniczna, co może i jest lepsze.Dumna z siebie i ze swojego osiągniętego celu wystrzeliłam jak z procy z biblioteki i pognałam do wyjścia gdyż na zegarach było już grubo po dwudziestej.Juliette mnie powiesi. Wygrzebałam telefon z torebki i jak na złość okazał się rozładowany.Westchnęłam i skierowałam się na najbliższy przystanek, ponieważ żadna taksówka tutaj nie stała. Po odczekaniu dwudziestu długich minut zauważyłam zbliżający się autobus. Weszłam do środka i usadowiłam się wygodnie na jednym z wolnych miejsc. Podróż powrotna ciągnęła mi się w nieskończoność i gdy tylko wysiadłam pod naszym domem dziękowałam Bogu , że już się skończyła ta męka.Spojrzałam odruchowo na zegarek grubo po dwudziestej-drugiej. Juliette jest zapewne wściekła na mnie . Wkroczyłam pewnym krokiem do domu lecz zastałam tam tylko głuchą pustkę. Z przekonaniem, że moja przyjaciółka śpi rzuciłam się na kanapę i zasnęłam.Jutro z rana będę musiała się słono tłumaczyć.



~~***~~
Juliette


Do moich uszu dobiegł jakże znienawidzony dźwięk przez miliony ludzi.Budzik.Ten szatański wynalazek od dwudziestu minut starał się wyciągnąć mnie z mojego łóżka lecz kołdra i poduszka miały znacznie silniejsze przyciąganie.Otworzyłam ciężkie powieki i spojrzałam na te cholerstwo, które wskazywało już siódmą rano.Jęknęłam niezadowolona i podniosłam się przeciągając się jednocześnie jak kot.Wsunęłam swoje zziębnięte stopy w puszyste papcie i na górę zarzuciłam za dużą bluzę mojego brata , która mogłaby równie dobrze robić za moją sukienkę. Zaśmiałam się cicho pod nosem i wyszłam z pokoju ruszając w stronę łazienki.Po drodze minęłam zwiniętą w kłębek Jessicę.Rozbawił mnie ten widok więc zatkałam sobie usta ręką i weszłam do łazienki.Zrzuciłam z siebie ciuchy i wykonałam poranną toaletę.Gdy wyglądałam już w miarę przyzwoicie i swoim wyglądem nie zabiłabym nikogo wyszłam z łazienki i mozolnie poczłapałam do kuchni.Otworzyłam ogromne białe pudło zwane również lodówką i przejrzałam zawartość.Jak zwykle same niezdrowe rzeczy. przewróciłam oczami i przejrzałam swoją część lodówki.Wyciągnęłam świeże owoce , pokroiłam je w kawałeczki i wrzuciłam je do miseczki zalewając nisko tłuszczowym jogurtem naturalnym.Do tego wszystkiego kawa zbożowa z mlekiem odtłuszczonym i słodzikiem.Od momentu gdy udało mi się pozbyć uciążliwej nadwagi pilnuję się . Moja przyjaciółką nie przejmuje się zbytnio swoją figurą więc dla niej jak zwykle jajecznica z bekonem i do tego kawa biała i z cukrem. Same kalorie. Upiłam łyk gorącego napoju i ruszyłam do salonu w celu obudzenia swojej współlokatorki. Spała jak mały kociak owinięta kocem.Szarpnęłam za jeden z końców a owa kulka spadła z hukiem na podłogę.Gdy tylko podniosła się jej usta otworzyły się zapewne z ripostą za taką a nie inna pobudkę lecz momentalnie zamknęły się by po chwili powalić mnie na kolana.


-Dzień Dobry Juliette.Jak się spało?
-A no..wiesz..całkiem dobrze. A tobie jak mniemam nie bardzo , nasza kanapa nie należy do najwygodniejszych.A i śniadanie jest gotowe chodź do kuchni.
-Daj mi pięć minut zaraz się tam zjawię.


Moja szczęka ciągnęłam się za mną do kuchni i musiałam ją nawijać na swoje miejsce.Jessica Carter nie rzuciła w moją stronę obraźliwych słów za bolesną pobudkę.Szok jakich mało.Odczekałam pięć minut i ujrzałam w przejściu już mniej zaspaną przyjaciółkę. Usiadła na przeciw mnie na jednym z krzeseł barowych i zabrała się za swój posiłek. Wpatrywałam się w nią jak w głupka.Nie wiem czy to kosmici mi ją podmienili, ale to nie ta Jessica. Zauważyła to, że wpatruję się w nią więc rzuciła w moją stronę.


-Jak się tak na mnie patrzysz to nie mogę jeść.Smacznego bo swojego jeszcze nie tknęłaś.
-Przepraszam i dziękuję.


Po tych słowach zapadła między nami niezręczna cisza.gdy tylko dokończyłam swój posiłek bez słów wstawiłam naczynia do zlewu i poszłam do salonu. Zasiadłam na swoim ulubionym miejscu i włączyłam telewizję . Kilka chwil później dosiadła się również Jessica, która była dzisiaj dziwnie cicha.Przypomniałam sobie wczorajsze wydarzenia i od razu wezbrała we mnie złość.Starałam się zacząć łagodnie.


-Jess czemu nie było cię wczoraj w pracy ?
-Przepraszam,ale wróciłam późno z uczelni.
-Nie mogłaś zadzwonić?
-Rozładował mi się telefon .
-Było go ładować regularnie , a nie czekać aż w końcu się rozładuje na amen ! Od zmysłów odchodziłam bo ty zapomniałaś naładować telefon ! Z budki telefonicznej zadzwonić nie mogłaś ?!
-Jull..Ja przepraszam..naprawdę.
-Ech..proszę pamiętaj następnym razem naładuj telefon.
-Jasne.


Takie sytuacje co raz częściej się nam zdarzają ,a  nasi sąsiedzi co raz częściej słyszą nasze kłótnie.Nie lubię gdy się kłócimy, lecz żadna z nas nie umie obejść tego.Spojrzałam na zegarek , wskazywał jedenastą. Westchnęłam i udałam się bez słowa do swojego pokoju . Ubrałam się w czyste ciuchy i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torby . Gotowa rzuciłam tylko krótkie ''wychodzę'' i ruszyłam do pracy .Gdy wszystko , miałam dopięte na ostatni guzik weszła Jessica prosząc o film z ostatniej sesji .Przeszukałam wszystko lecz niestety po filmie ani śladu .


-Juliette ...proszę cię powiedz, że masz go...
-Chyba go zgubiłam ..przepraszam..
-Jak to do jasnej cholery go zgubiłaś ?! Jak mogłaś być tak nieodpowiedzialna i go zgubić ?! Wiesz, że teraz jesteśmy jedną sesję w plecy ?! Nie ?! To gratuluję właśnie się dowiedziałaś !


Przerażona i z szokiem wymalowanym na twarzy wysłałam jej swój projekt i wyszłam na zewnątrz by zaczerpnąć świeżego powietrza. Gdy tylko wyszłam na zewnątrz wpadłam w jakiegoś osobnika i jęknęłam cicho.Gdy podniosłam oczy ku górze ujrzałam tego samego chłopaka, którego spotkałam pod wierzą Eiffela.Uśmiechnął się przepraszająco, a ja dostrzegłam w jego dłoni połyskujące czarne pudełeczko z moim imieniem i nazwiskiem ! Tak jestem uratowana ! Uśmiechnęłam się do chłopaka, a on w tym momencie się odezwał.


-Przepraszam czy pracuję tu niejaka Juliette Hadson ?
-Tak to ja , a to pudełeczko należy do mnie.
-W takim razie proszę twoja zguba.
-Dziękuję Ci ...
-Zayn, wybacz nie przedstawiłem się.
-Nic nie szkodzi , miło mi cię poznać Zayn.Już drugi raz ratujesz mnie z opresji , chciałabym się jakoś odwdzięczyć. Ja i moja przyjaciółka organizujemy imprezę za tydzień , wpadnij na nią możesz też kogoś zaprosić.
-Z przyjemnością się tam pojawię. W takim razie do zobaczenia Juliette
-Do zobaczenia Zayn.


Szybko wróciłam się do studia i oddałam przyjaciółce zgubiony film i wzięłam sobie na resztę dnia wolne.Popędziłam do domu i przebrałam się w wygodniejsze ciuchy. Rzuciłam się na łóżko i zadzwoniłam do znajomych z Anglii.Po kilku godzinnej rozmowie z przyjaciółmi znużona zasnęłam przytulona do poduszki w kształcie kotka.


~~***~~


Cześć ! Witam Was serdecznie w drugim rozdziale , który niestety pojawił się tutaj po dość długim czasie.Przepraszamy Was za to ogromnie ! Mam nadzieję, że ten rozdział umilił Wam nieco sobotnie popołudnie i zrekompensowało tą długą nieobecność. Ja i Klaudia dosyć długo pracowałyśmy nad tym rozdziałem , zbyt dużo pomysłów , które było zbyt ciężko złożyć w spójną całość. Ale jak widać w końcu nam się udało. Tak więc chciałabym również w imieniu Klaudii podziękować za wszystkie komentarze, wyświetlenia i tak ogromną liczbę czytelników. Jesteście najlepsi ! Kochamy Was całymi sercami ! Trzymajcie się ciepło i widzimy się w następnym rozdziale ! - Agnieszka.[@CallMeMsHoraan]
PS.JEŚLI CZYTASZ TO SKOMENTUJ ! DLA CIEBIE TO NIC A DLA NAS BARDZO DUŻO !!!

niedziela, 13 maja 2012

Coś od Agnieszki

Hej jak sami się domyśliliście powinien się pojawić tutaj już dawno rozdział drugi , ale jak na razie po nim ani śladu . Jest to moja wina , ponieważ pochorowałam się oraz sprawy szkolne uniemożliwiły mi napisanie jakiegokolwiek pomysłu na rozdział oraz dopracowania go z moją koleżanką Klaudią . Także Klaudia sama beze mnie nie pisała niczego , ponieważ jest to wspólny blog i wspólne pomysły wspólna historia . Wybaczcie mi to , że zaniedbałam tutejszą historię i oczywiście nie miejcie tego za złe Klaudii. Ona sama prowadzi swoje blogi oraz jeszcze tego ze mną. Ja chciałam powiedzieć również , że aktualnie zawiesiłam swoją karierę pisarską na blogach , ponieważ nie mam czasu a na prawdę nie chciałabym tutaj dodać jakiegoś rozdziału , który będzie niedopracowany , niedbały i w zasadzie do kitu . Postaram się jak najszybciej tutaj powrócić i jak najszybciej stworzyć kolejne rozdziały z Klaudią . Lecz na razie moi drodzy musicie na to poczekać , mam nadzieje że nie jesteście na mnie źli oraz nie zniechęciłam Was do towarzyszenia nam w tej historii .Chciałam również podziękować czytelnikom , oraz obserwatorom . Nigdy bym nie pomyślała , że ten blog będzie ich tylu miał . Jesteście wspaniali i dajecie mi siłę by tutaj powrócić . Oraz dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze , które pomagają mi podnieść moją strasznie zaniżoną samoocenę.A także za tak dużą liczbę odwiedzin. Tak więc dziękuję Wam wszystkim za to , że tutaj trwacie i po raz kolejny przepraszam Was za zaniedbanie z mojej strony. Do zobaczenia niebawem - Agnieszka.